19.05.2014 | http://wiadomosci.onet.pl

Tomasz Poręba nie kryje oburzenia. "Gdzie byli wtedy Tusk i Komorowski?"

- Propozycja unii energetycznej brzmi w ustach premiera Tuska całkowicie niewiarygodnie, bo rząd PO-PSL nie kiwnął nawet palcem, żeby zadbać o bezpieczeństwo energetyczne Polski. Należy zapytać, co robili Donald Tusk i Bronisław Komorowski, gdy kilka lat temu ś.p. prezydent Lech Kaczyński ostrzegał Polskę przed zagrożeniem ze strony Rosji? - mówi w rozmowie z Onetem Tomasz Poręba. Eurodeputowany PiS, krytykując obecną politykę Polski wobec Unii Europejskiej i Ukrainy. Polityk ocenia, że premier "chce uciec przed koniecznością przyznania się do serii porażek w kraju". - Uważamy, że rząd Donalda Tuska, który popełnił liczne błędy, zmarnował wielką szansę Polski na szybki rozwój - dodał Poręba.

Z Tomaszem Porębą, eurodeputowanym PiS, rozmawia Przemysław Henzel.

Przemysław Henzel: Panie Pośle, walka wyborcza pomiędzy polskimi partiami, w związku z kampanią wyborczą do Parlamentu Europejskiego, rozgorzała już w Polsce na dobre, ale prognozy mówią, że frekwencja wyborcza nad Wisłą będzie żenująco niska. Czy nie jest smutne, a zarazem wymowne, że Polacy nie chcą skorzystać ze swojego prawa do udziału w demokratycznych wyborach w obchodzoną w tym roku 25. rocznicę demokratycznego przełomu w Polsce?

Tomasz Poręba: Parlament Europejski wyborcom wydaje się miejscem bardzo odległym, a przez to niezbyt ważnym jeżeli chodzi o zmienianie ich codziennego życia. Dlatego też nie przywiązują tak wielkiej wagi do udziału w tych wyborach – a szkoda, bo bardzo duża część przepisów, które obowiązują w Polsce, przechodzi właśnie przez PE. Niska frekwencja w wyborach europejskich nie jest problemem tylko w Polsce – w wielu krajach, w których głosowanie nie jest obowiązkowe, jest niższa niż w wyborach krajowych.

Panie Pośle, ostatnie sondaże wyborcze wskazują na względną równowagę pomiędzy PiS i PO w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Dlaczego PiS utraciło wynoszącą kilka procent "bezpieczna" przewagę nad Platformą w ostatnich dniach?

Poszczególne sondaże różnią się między sobą, choć w większości Prawo i Sprawiedliwość jest na prowadzeniu. Paradoksalnie chwilę “oddechu” dała Platformie trudna sytuacja na Ukrainie i rosnące zagrożenie ze strony Rosji. Choć Donald Tusk od lat widział w Putinie demokratę nagle przybrał pozę obrońcy polskiego bezpieczeństwa. Pozę całkowicie niewiarygodną bo to właśnie ten rząd odpowiedzialny jest za systematyczny spadek nakładów na armię, upadek przemysłu zbrojeniowego, wyjazd z Polski z powodu braku właściwego ustawodawstwa firm poszukujących gazu łupkowego czy kilkuletnie opóźnienia w budowie Gazoportu.

Panie Pośle, PO i SLD zarzucają europosłom PiS, że są "eurosceptykami", choć sami zainteresowani podkreślają, że są "eurorealistami". Dlaczego, Pana zdaniem, PO i SLD, zarzucają PiS eurosceptycyzm? Czy zarzucanie eurosceptycyzmu politykom PiS jest uprawnione?

Zarzucanie PiS eurosceptycyzmu jest zupełnie pozbawione podstaw i stanowi element gry wyborczej. PO i SLD chcą Prawu i Sprawiedliwości przykleić etykietkę, która jest źle widziana w naszym kraju, bo Polacy ogólnie dobrze oceniają członkostwo w UE oraz korzyści z niego płynące. Jest jednak ogromna różnica pomiędzy “eurosceptykiem”, a więc osobą sprzeciwiającą się samej koncepcji Unii Europejskiej, a “eurorealistą”, dostrzegającym liczne pozytywy, ale potrafiącym też myśleć i krytykować te aspekty, które mogłyby być zorganizowane lepiej lub działać bardziej wydajnie. Trzeba to jasno powiedzieć - jesteśmy za Unią Europejską - nie federalnym superpaństwem, ale Europą suwerennych w decyzjach narodów, wyrównywaniem europejskich szans, wspólnym działaniem tam, gdzie to przynosi rzeczywistą wartość dodaną. Nie podoba nam się tendencja do rozszerzania kompetencji UE na te dziedziny, w których wcale nie jest to potrzebne jak np. sprawy światopoglądowe. Chcemy zachować prawo rządów krajowych do podejmowania decyzji w tych kwestiach, w których wiedzą one najlepiej co jest dobre dla ich obywateli. I nie jest to próba jakiegoś "cofnięcia" integracji, to chęć wyegzekwowania podstawowej zasady zapisanej w Traktacie z Lizbony –zasady pomocniczości. Sprzeciwiamy się wreszcie bezmyślnie powtarzanemu – zwłaszcza przez rząd PO – hasłu, że jedynym lekiem na problemy UE jest “więcej Europy i więcej integracji”.

Obecnie najbardziej eurosceptyczne stanowisko w Unii Europejskiej prezentują władze Wielkiej Brytanii. Posłowie z Partii Konserwatywnej Davida Camerona wchodzą, wraz z PiS, w skład frakcji ECR. Jak wygląda ten polityczny sojusz w praktyce? Pytam dlatego, że brytyjscy konserwatyści od kilku miesięcy coraz ostrzej wypowiadają się np. na temat polskich imigrantów na Wyspach. Czy w grę w chodzi zerwanie sojuszu przez PiS z brytyjskimi eurodeputowanymi?

Każdy sojusz ma swoje plusy i minusy. Nasza obecność w jednej grupie w PE z Torysami w praktyce przekłada się na bardzo konkretne osiągnięcia, w odróżnieniu np. od tak wychwalanego przez premiera Tuska i ministra Sikorskiego współdziałania PO z Niemcami. Kilka przykładów: podczas negocjacji budżetowych to David Cameron pod wpływem Jarosława Kaczyńskiego twardo bronił utrzymania wysokich dopłat dla nowych państw członkowskich, w tym Polski, pomimo chęci ogólnego obniżenia całego budżetu. Angela Merkel, sojusznik Donalda Tuska, również chciała zredukować budżet, ale bez uwzględnienia interesów biedniejszych państw. Inny przykład – Brytyjczycy są obecnie największym w UE orędownikiem wykorzystania gazu łupkowego, wyjątkowo ważnego dla Polski. Jeżeli chodzi o imigrantów, to nie zgadzamy się z Brytyjczykami fundamentalnie. Dziwnym jednak trafem w Polsce nagłaśniane są jedynie antyemigracyjne działania władz brytyjskich, a tymczasem Niemcy, sojusznicy PO w Parlamencie Europejskim, wprowadzają w tym zakresie przepisy znacznie dalej idące. Konserwatyści wreszcie – wraz z całą grupą EKR - całkowicie poparli postulat PiS dotyczący wyrównania dopłat dla rolników w UE przeciwko czemu konsekwentnie głosuje większość grupy EPP, w której zasiada partia Donalda Tuska.

Czy PiS obawia się rosnącego eurosceptycyzmu w Unii Europejskiej, a z drugiej strony, wzrostu poparcia dla radykalnych ugrupowań lewicowych, takich jak np. grecka Syriza?

Ekstremalne poglądy zarówno po prawej, jak i lewej stronie sceny politycznej, nigdy nie są czymś pozytywnym. Wzrost nastrojów eurosceptycznych pokazuje, że obecny sposób funkcjonowania UE jest trudny do zaakceptowania dla wielu obywateli, dlatego zwracają się w stronę bardzo wyrazistych, ale niestety destruktywnych ugrupowań. Druga strona tego sporu – partie nastawione na federalizm i dalsze poszerzanie kompetencji unijnych – nie mają najwyraźniej odpowiedzi na prezentowane przez nas koncepcje i podejście, więc reagują w najprostszy możliwy sposób, wrzucając do jednego worka zarówno partie o ekstremalnych poglądach, jak również takie jak Prawo i Sprawiedliwość. Atakuje się nas, bo chcemy rewizji wielu polityk UE, ale w duchu proeuropejskim i popierającym ideę integracji, wspólnego rynku, swobody przepływu pracy, osób i kapitału oraz wyrównywania szans w Europie.

Czy zapisy Traktatu Lizbońskiego, m. in. na temat podwójnej większości jako systemu głosowania, które właśnie wchodzą w życie, są niebezpieczne z punktu widzenia interesów Polski? Niektóre środowiska twierdzą, że praktyczna realizacja zapisów Traktatu sprowadzi Polskę jedynie do roli "prowincji brukselskiej", a ś.p. prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, po zakończeniu szczytu lizbońskiego, zarzucono nawet "zdradę"; pomimo tych kontrowersji prezydent jednak ratyfikował ten Traktat.

Proszę nie zapominać, że to właśnie ś.p. Prezydent Lech Kaczyński najpierw walczył o utrzymanie korzystnego dla Polski sposobu ważenia głosów zapisanego w Traktacie z Nicei, a potem doprowadził do przedłużenia funkcjonowania mechanizmu z Joaniny (do 31 października 2017). Zresztą to to właśnie Donald Tusk i Radosław Sikorski naciskali na jak najszybsze podpisanie Traktatu z Lizbony, nie zważając na zastrzeżenia ś.p. Prezydenta. Zapisy dotyczące podwójnej większości będą wymagały od Polski dużo więcej wysiłków przy budowaniu niezbędnych sojuszy i koalicji, zwłaszcza w ważnych sprawach. Do tego z kolei niezbędne jest posiadanie jasno sprecyzowanych priorytetów, strategicznej wizji oraz umiejętności przewidywania i myślenia kilka kroków naprzód – niestety, wszystkich tych cech pozbawiony jest premier Donald Tusk. Przykładem może być np. fakt, że jak do tej pory nie był on w stanie zbudować znaczącej koalicji w tak ważnych sprawach, jak np. gaz łupkowy czy wyrównanie dopłat dla rolników. Jest to też efekt głównego założenia polityki zagranicznej PO, czyli płynięcia “w głównym nurcie UE”.

Politycy Ligi Polskich Rodzin, udzielając ostatnio poparcia PO, oświadczyli, że zrobią wszystko, by PiS nie wygrało wyborów europejskich. Jak odebrał Pan tę deklarację LPR?

Niech Pan wybaczy, ale zupełnie nie widzę sensu komentowania jakichkolwiek deklaracji partii, której poparcie oscyluje w granicach jednego promila.

Jakie kwestie będą priorytetowe dla PiS w kolejnej kadencji Parlamentu Europejskiego w latach 2014-2019? Co z wprowadzeniem euro w Polsce i walką w obronie “Europy ojczyzn”?

W najbliższych latach chcemy skupić się na kilku najważniejszych kwestiach: pierwszą z nich będzie włączenie polityki prorodzinnej do głównych obszarów działalności UE, wraz z osobnymi środkami, które powinny zostać przeznaczone na promowanie wielodzietności oraz tradycji rodzinnych. Zajmiemy się również kwestią bezpieczeństwa energetycznego Polski, opartego przede wszystkim o gaz łupkowy, skroplony oraz o węgiel –proszę pamiętać, że Polska jest największym producentem tego surowca w Europie. Na pewno będziemy sprzeciwiać się jakimkolwiek zapędom federalnym, broniąc zasady pomocniczości oraz roli państw narodowych w UE, jesteśmy też przeciwni wprowadzeniu euro – tu zresztą w sukurs ponownie mogą nam przyjść brytyjscy Konserwatyści, którzy uważają, że państwa członkowskie, które w traktacie akcesyjnym zobowiązały się do przyjęcia w przyszłości wspólnej waluty powinny mieć możliwość wycofania się z tego ze względu na zupełnie odmienną sytuację gospodarczą w dzisiejszej UE. Ja osobiście będę dalej działał na rzecz Podkarpacia, promując utworzenie Strategii Karpackiej, polepszenie dostępności komunikacyjnej i budowę drogi S-19 oraz broniąc interesów polskich przedsiębiorców tak jak ostatnio tych z branży wędliniarskiej.

Panie Pośle, walka pomiędzy PiS a PO o prymat w krajowej polityce jest bardzo zacięta. Czy istnieją jednak sprawy, o które PiS i PO mogłyby walczyć wspólnie na forum Parlamentu Europejskiego? W jakich kwestiach, ważnych z punktu widzenia Polski, PiS i PO mogłyby zawrzeć "pragmatyczny sojusz”?

W wielu obszarach ważnych z punktu widzenia polskich interesów polscy europosłowie głosują podobnie. Czasami zdarzają się jednak zupełnie niezrozumiałe z naszego punktu widzenia zachowania – jak np. wstrzymanie się połowy delegacji PO przy głosowaniu nad rezolucją wzywającą do zapewnienia jak najwyższego budżetu UE na lata 2014-2020 lub też nad poprawkami wzywającymi do powiązania 20 proc. tych środków z walką ze zmianami klimatycznymi (PO głosowało za). Większe różnice widać, gdy chodzi o zdolność przekonania sojuszników w PE do głosowania nad ważnymi dla nas kwestiami – tu dużo częściej nam po drodze z Brytyjczykami i całym EKR, niż PO z Niemcami i EPP. Przykłady wymieniałem wcześniej, jak choćby gaz łupkowy czy wyrównanie dopłat bezpośrednich dla rolników.

Czy PO i PiS we wspólnej walce o interesy Polski na forum UE mogłoby połączyć coraz większe zagrożenie ze strony Rosji? Sytuacja, w związku z kryzysem na Ukrainie, jest coraz bardziej napięta, ale pomimo to politycy PiS krytykują coraz ostrzej plan utworzenia unii energetycznej, choć Donald Tusk przystąpił już do budowania europejskiej koalicji w tym celu…

Może dobrze byłoby odwrócić pytanie –c o robili Donald Tusk lub Bronisław Komorowski, gdy ś.p. Prezydent Lech Kaczyński ostrzegał przed właśnie taką sytuacją, jakiej świadkami jesteśmy obecnie – mówiąc “Dziś Gruzja, jutro Ukraina”? Gdy z jego inicjatywy wraz z prezydentami Litwy, Estonii, Ukrainy i premierem Łotwy poleciał do stolicy Gruzji, do której zbliżały się właśnie rosyjskie czołgi? Politycy PO przestrzegali wówczas przed psuciem dobrych relacji i nawoływaniem do wojny z Rosją, lub – jak obecny prezydent – komentowali w wyjątkowo nieprzyjemny sposób “jaka wizyta, taki zamach”, odnosząc się do faktu ostrzelania kolumny Lecha Kaczyńskiego przez nieznanych sprawców. Propozycja unii energetycznej brzmi w ustach premiera Tuska całkowicie niewiarygodnie. Dlaczego? Bo rząd PO-PSL nie kiwnął nawet palcem, żeby przeciwdziałać uruchomieniu Gazociągu Północnego, opóźnia już o 3 lata budowę gazoportu i nie przygotował stosownych ustaw dla wydobycia gazu łupkowego.

Od kilku miesięcy mówi się, że minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ma szanse na objęcie urzędu wysokiego przedstawiciela ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, który sprawuje obecnie Catherine Ashton. Czy PiS byłoby skłonne poprzeć kandydaturę Sikorskiego czy też wystawiłoby własnego kandydata? Objęcie takiego urzędu przez Polaka byłoby przecież z pewnością ogromnym wyróżnieniem dla Polski.

Donald Tusk też przez kilka miesięcy wymieniany był na poważnego kandydata na objęcie stanowiska Przewodniczącego Komisji Europejskiej, a okazało się to być nieprawdą. Z deklaracjami poczekajmy aż poznamy rzeczywistych kandydatów.

Czy wybory do Parlamentu Europejskiego będą wstępem do wyborów parlamentarnych w Polsce w 2015 roku? Takie oceny są wygłaszane nie tylko przez politologów. Czy zatem droga do zwycięstwa PiS w wyborach nad Wisłą w 2015 roku wiedzie przez Brukselę?

Dużo zależy od tematów, które będą dominowały w kampanii. My chcielibyśmy rozmawiać o realnych problemach, które występują w Polsce, skupić się na sposobie ich naprawy - a jest ich niestety bardzo dużo ze względu na liczne zaniechania i błędy rządu PO w polityce wewnętrznej. Oczywiście nie powinniśmy zapominać o kwestiach zagranicznych. Jednakże wydaje się, że założeniem Donalda Tuska jest postawienie tych ostatnich w centrum debaty wyborczej, co pozwoli mu na ucieczkę przed koniecznością przyznania się do serii porażek w kraju. Uważamy, że rządy Donalda Tuska to czas zmarnowania polskiej szansy na szybki rozwój. Podwojenie zadłużenia Polski, emigracja młodych ludzi, zniszczenie w Polsce przemysłu, rozkład służby zdrowia i niemożność zakończenia na czas jakiejkolwiek inwestycji.

Panie Pośle, kilka dni temu podczas wizyty na Podkarpaciu Jarosław Kaczyński powiedział, że jest Pan "numerem jeden" na liście PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego, a także Jego "numerem jeden". Jak ocenia Pan to wyróżnienie, które padło z ust prezesa Prawa i Sprawiedliwości?

Usłyszeć takie słowa z ust Premiera Jarosława Kaczyńskiego to ogromne wyróżnienie i zachęta do dalszej pracy na rzecz Polski i Podkarpacia.

Powrót do listy